Witam ponownie, jeżeli jeszcze ktoś do mnie zagląda. Za długa nieobecność przeproszę, ale poprawy obiecywać nie będę, bo sama już nie wiem jak to jest z tym moim pisaniem. Często po prostu nie mam siły nic sensownego naskrobać, a czasem po prostu zaczynam z linku na link skakać po internecie i tracić poczucie czasu. W każdym razie jestem dziś ponownie z recenzją książki.
Paolo Coelho Alchemik
Drzewp Babel, luty 2003
Ostatnio trudno mi przeczytać książkę. Sięgam po interesujący tytuł i tracę zapał po kilku kartkach/w połowie czytania. Z Alchemikiem było inaczej - sięgnęłam po nią jako 'zabijacz czasu" na kilkanaście minut, kiedy Młody ogląda bajki... I już nie odłożyłam aż do późnej nocy. I dokończyłam następnego dnia. Czytało mi się szybko, łatwo i przyjemnie, historyjka była dosyć wciągająca ale też bez zbędnych udziwnień u poplątań, a jednocześnie optymistyczna i jakoś tak energetyzująca, czego bardzo mi w takie ponure dni potrzeba.
Alchemik opowiada o młodym człowieku, który miał zostać księdzem, co było wielkim marzeniem jego rodziców, ale wolał zostać zwykłym pasterzem aby zachować wolność i swobodę podróżowania. Marzy on o podróżach i spełnia to marzenie poznając do woli Andaluzję za cenę spania na gołej ziemi, braku wygód i jakichkolwiek dóbr poza tym, co uniesie na plecach. Jest w tym swoim prostym życiu szczęśliwy, aż któregoś dnia przyśnił mu się skarb, i zaczyna szukać znaczenia tego snu. Znajduje w sobie ponownie odwagę, aby porzucić wszystko to, co zna, i kolejny raz wyruszyć w daleką podróż. Nie jest to podróż łatwa i prosta, spotyka go wiele przeciwności i niepowodzeń, jednak Santiago skupia się w życiu na jego jasnej stronie i stanowczo, choć nie pośpiesznie, dąży do celu swojej podróży. Dążenie do jasno wyznaczonego celu zostaje wynagrodzone i Santiago staje się właścicielem skrzyni pełnej klejnotów.
Oczywiście podróż z Andaluzji do Egiptu, nawet najbardziej ekscytująca, nie wystarczy na całą książkę. Toteż jest ona tylko alegorią i kanwą do ukazania Podróży Życia, dążenia do Wielkiego Dzieła i Duszy świata oraz poznania i podążania za Własną Legendą. O tym wszystkim rozmyśla bohater, rozmawia z współpodróżnikami i na końcu znajduje Alchemika - tego, który już ukończył swoje Wielkie Dzieło i pomaga innym w odkryciu ich własnych legend. Alegorie te nie są w jakiś wykwintny sposób przedstawiane za pomocą retoryki, lecz raczej obrazów przyrody i życia ludzi. Przekazują wiarę we własne możliwości i nadzieję na spełnienie marzeń. Nie jest to książka bardzo ambitna pod względem strukturalnym, ale piękna opowieść, bajka z morałem, z pozytywnym przesłaniem wiary w ludzi i w siebie samego. Pod tym względem bardzo kojarzy mi się z "Małym księciem" Antoine Saint-Exupery'ego.
Cytaty:
"....Człowiek, który przetrząsał juki Alchemika, natknął się na kryształowy flakonik wypełniony płynem i na szklane jajo żółtej barwy, niewiele tylko większe od kurzego.
- Co to takiego? - zapytał.
- Eliksir Długowieczności i Kamień Filozoficzny. Jest to Wielkie Dzieło Alchemików. Kto pije ten płyn, nie choruje nigdy, zaś maleńki okruch tego kamienia przemienia każdy metal w złoto.
Trzej mężczyźni wybuchnęłi gromkim śmiechem, a Alchemik śmial się wraz z nimi. Jego odpowiedź widocznie przypadła im do gustu, bo pozwolili im odejść bez przeszkód.
- Czyś ty rozum postradał? - wykrzyknął młodzieniec (Santiago), gdy zniknęli im z oczu. - Dlaczego odpowiedziąłeś im w ten sposób?
- Aby ci pokazać proste prawo, które rządzi tym światem:nigdy nie dostrzegamy skarbów, które mamy tuż przed oczyma. A wesz, dlaczego tak się dzieje? Bo ludzie nie wierzą w skarby."
" Każda istota ziemska, cokolwiek by czyniła, odgrywa zawsze głóną rolę w dziejach świata. Oczywiście, nic o tym nie wiedząc"
sobota, 26 listopada 2011
czwartek, 10 lutego 2011
Assassins' Creed
Długo mnie nie było... Ale chyba już mi i komputerowi trochę lepiej i postaram isę nadrobic nieco zaległości. Niestety, nie czytałam tak dużo, jak bym chciała, ani nawet jak zwykle - większość pozycji odkładałam po kilku stronach, zniechęcona. Dziś pierwsza rzecz, którą udało mi się doczytać do prawie końca.
Może kogoś zdziwię, ale nie, nie będzie o grze komputerowej. Jakoś tak od czasu WOWa nie ciągnie mnie do tego typu rozrywki. Będzie o książce i filmie o tym tytule :)
Assassin's Creed - Lineage
Jakiś czas temu (dość długi), zupełnie przypadkowo natknęłam się na urywek tego filmu. Potem udało mi się znaleźć pełną wersję. Bardzo mi się spodobały, nawet jeszcze kiedy nie znałam informacji na temat jego powstania.
Filmiki - 3 krótkie epizody - opowiadane są przez głównego bohatera, Giovanniego Auditore, który w dzień jest przykładnym obywatelem i szanowanym bankierem we Florencji, a w nocy przywdziewa stój assassina i wyrusza w misjach zleconych przez Lorenza de Medici. oczywiście sama fabuła filmu nie jest w żadnym stopniu odkrywcza ani zaskakująca, choć kilka scen skojarzyłam dopiero po przeczytaniu książki :) Natomiast bardzo fajnie ogląda się prawdziwych aktorów w scenach typowych dla animowanych filmików-przerywników w grach. Sposób prowadzenia kamery również przypomina ten znany z gier bardziej niż typowo filmowe ujęcia. Również sceneria, światło kojarzą się z estetyką gier - dopiero czytając informacje na ten temat dowiedziałam się, że aktorzy grali na "green boxie" a całość scenerii generowana była w engine gry i dodatkowo teksturowana! Kolejną rzeczą, która mnie urzekła - w wielu filmach historycznych najmniej uwagi przykłada się do strojów epokowych. Przeważnie są w jakimś stopniu stylizowane, więcej w nich fantasy niż historii. Tutaj naprawdę, poza oczywiście kostiumem assassina, nie byłam w stanie się przyczepić do niczego, stroje doskonale odwzorowane i zgrane w czasie - nic dziwnego, skoro są to w dużej części odtworzone autentyczne stroje. Świetnie wyglądają też sceny walki, są bardzo dynamiczne i szybkie - czego nie można powiedzieć o momentach, gdy Giovanni skrada się po dachach czy zeskakuje - tutaj już jednak można było zatrudnic kaskadera.
Ogólna ocena - 9 Polecam!
Zachęcona filmikiem, kupiłam sobie książkę.
Może kogoś zdziwię, ale nie, nie będzie o grze komputerowej. Jakoś tak od czasu WOWa nie ciągnie mnie do tego typu rozrywki. Będzie o książce i filmie o tym tytule :)
Assassin's Creed - Lineage
Żródło obrazka - Wikpedia
Jakiś czas temu (dość długi), zupełnie przypadkowo natknęłam się na urywek tego filmu. Potem udało mi się znaleźć pełną wersję. Bardzo mi się spodobały, nawet jeszcze kiedy nie znałam informacji na temat jego powstania.
Filmiki - 3 krótkie epizody - opowiadane są przez głównego bohatera, Giovanniego Auditore, który w dzień jest przykładnym obywatelem i szanowanym bankierem we Florencji, a w nocy przywdziewa stój assassina i wyrusza w misjach zleconych przez Lorenza de Medici. oczywiście sama fabuła filmu nie jest w żadnym stopniu odkrywcza ani zaskakująca, choć kilka scen skojarzyłam dopiero po przeczytaniu książki :) Natomiast bardzo fajnie ogląda się prawdziwych aktorów w scenach typowych dla animowanych filmików-przerywników w grach. Sposób prowadzenia kamery również przypomina ten znany z gier bardziej niż typowo filmowe ujęcia. Również sceneria, światło kojarzą się z estetyką gier - dopiero czytając informacje na ten temat dowiedziałam się, że aktorzy grali na "green boxie" a całość scenerii generowana była w engine gry i dodatkowo teksturowana! Kolejną rzeczą, która mnie urzekła - w wielu filmach historycznych najmniej uwagi przykłada się do strojów epokowych. Przeważnie są w jakimś stopniu stylizowane, więcej w nich fantasy niż historii. Tutaj naprawdę, poza oczywiście kostiumem assassina, nie byłam w stanie się przyczepić do niczego, stroje doskonale odwzorowane i zgrane w czasie - nic dziwnego, skoro są to w dużej części odtworzone autentyczne stroje. Świetnie wyglądają też sceny walki, są bardzo dynamiczne i szybkie - czego nie można powiedzieć o momentach, gdy Giovanni skrada się po dachach czy zeskakuje - tutaj już jednak można było zatrudnic kaskadera.
Ogólna ocena - 9 Polecam!
Zachęcona filmikiem, kupiłam sobie książkę.
Źródło obrazka - Empik
No i niestety, rozczarowałam się mocno. Podchodziłam do tej książki trzy razy, i nie udało mi się jej przeczytać do końca. Książka pisana jest według skryptu gry, ma mocno zaburzona koncepcję czasu - np Ezio uciekają z matka i siostrą pieszo do posiadłości swego wuja, i z opisu wynika, że zajmuje im to dwa, najdalej trzy dni. Powrót zajmuje florentczykowi dwa dni jazdy konnej. Z pobytu u wuja dowiadujemy się o tygodniu, dwóch ćwiczeń, potem w rozmowie pojawia się zdanie, że minęła już zima, a po powrocie do Florencji Claudia skarży się, że nie było go dwa lata, itd. Oczywiście jest to logiczne, że treningi i bijatyki zajmują sporo czasu, niemniej jednak z samej akcji tego upływu czasu nie widać, i te wtrącenia są mocno zaskakujące dla czytelnika. Ponadto znajomości Ezio są mocno nieprawdopodobne, nie przepadam za superbohaterami w scenerii historycznej.
Generalnie polecam jedynie wielbicielom serii i gry komputerowej 4/10
.
sobota, 18 grudnia 2010
Zrobieni w balona
Dzisiaj z ramienia ODKu z którym współpracujemy klubowo odbyły się zawody młodzików w lotach balonów na ogrzane powietrze. Technicznie puszczanie balonów na mrozie ma sens, ale praktycznie niestety z powodu aury i ogólnych spraw organizacyjnych publiczność niezbyt dopisała, a nawet zawodnicy dużą część czasu spędzali w ogrzewanych samochodach. Niemniej jednak przypomniałam sobie czasy młodości i zabawę z tym związaną, a i Junior zachwycony był lotami dopóki nie przemarzł.
Próby odpalenia rakietek spaliły na panewce, pilota można odwiedzić na OIOMie.
A na koniec jeszcze zdjęcie lodowej fontanny - w końcu jakaś sensowna dekoracja zafundowana przez miasto!
Próby odpalenia rakietek spaliły na panewce, pilota można odwiedzić na OIOMie.
A na koniec jeszcze zdjęcie lodowej fontanny - w końcu jakaś sensowna dekoracja zafundowana przez miasto!
wtorek, 14 grudnia 2010
Turniej mikołajkowy
W niedzielę w klubie (a właściwie ponad nim) odbył się turniej WFB. Dokładniejsze informacje i wyniki można zobaczyć na forum. Ja nie grałam, ja robiłam makiety i tosty :P Czasem potrzebuję się poczuć kobietą, a kucharkę wszyscy kochają ;) Na dowód zdjęcie - nawet w czasie losowania par kuchnia byla oblegana:
rzeczone losowanie:
rzut ogólny:
Kilka portretów z armią
Bajbus i spięte WElfy
Prezes pilnuje mostu
Wampiry Fleq'a nieźle sobie radzą w dżungli
A HElfy Ukaleza wolą pustynię
Z piramidy w końcu wynurzyli się obrońcy:
A nowe stoły doczekały się pra-premiery ( nie wiem dlaczego na zdjęciu wyglądają, jakby części się różniły kolorem):
rzeczone losowanie:
rzut ogólny:
Kilka portretów z armią
Bajbus i spięte WElfy
Prezes pilnuje mostu
Wampiry Fleq'a nieźle sobie radzą w dżungli
A HElfy Ukaleza wolą pustynię
Z piramidy w końcu wynurzyli się obrońcy:
A nowe stoły doczekały się pra-premiery ( nie wiem dlaczego na zdjęciu wyglądają, jakby części się różniły kolorem):
poniedziałek, 29 listopada 2010
Przegląd filmowy
Krótko i treściwie, bo nie ma się za bardzo o czym rozpisywać.
Marmaduke, pies na fali., rezyseria Tom Dey
Komedia familijna produkcji USA. Poszliśmy obejrzeć w ramach weekendu rodzinnego. Polecam wszystkim blondynkom i sterydom. Choć w sumie tez nie, bo chociaż film dzieje się na Florydzie, to jedyne ciała na jakie można popatrzeć to psie ciała. Całkiem zresztą niczego sobie, dlatego daję temu filmowi jakiekolwiek punkty. I jeszcze za sceny między 2 a 10 minutą filmu. Film słaby i sztampowy nawet jak na ten gatunek, dialogi tak ambitne, że połowę mogłam sama wygłaszać z wyprzedzeniem, filmy " z punktu widzenia" zwierzaka czy dziecka sa ok, ale niech ten zwierz nie kłapie cały czas komputerową paszczą!
Ogólna ocena 4/10
Elisabeth, reżyseria: Shekar Kapur, scenariusz: Michael Hirs, Wielka Brytania, 1998
Film swego czasu robiący furorę, bardzo zachwalany i zbierający doskonałe recenzje. Podczas gdy w żaden sposób nie można się przyczepić do gry aktorskiej takiej śmietanki, muszę powiedzieć, że jestem rozczarowana scenariuszem. Jak na film historyczny, zawiera zbyt mało faktów, jak na romans, zbyt wiele polityki. Film jest przedstawiany jako biograficzny, niestety zawarte w nim fakty podane są sucho i chaotycznie, bez uzasadnienia skąd takie a nie inne sytuacje, spiski, intrygi, sytuacja polityczna i społeczna kraju jest tylko wspomniana raz czy dwa. Zachowania bohaterów też raczej odbiegają od prawdy historrrycznej tego okresu, chwilami czułam się jakbym oglądała film o Ludwiku i Marii Antoninie. Osiemnasto- i dziewiętnastowieczne przybrania głowy przemieszane ze strojami szesnasto- i siedemnastowiecznymi nie pomogły. Jeżeli podejść do tego po prostu jak do filmu kostiumowego, jest całkiem niezły.
Ogólna ocena - 7/10
.
Marmaduke, pies na fali., rezyseria Tom Dey
zdjęcie pochodzi z Filmweb
Komedia familijna produkcji USA. Poszliśmy obejrzeć w ramach weekendu rodzinnego. Polecam wszystkim blondynkom i sterydom. Choć w sumie tez nie, bo chociaż film dzieje się na Florydzie, to jedyne ciała na jakie można popatrzeć to psie ciała. Całkiem zresztą niczego sobie, dlatego daję temu filmowi jakiekolwiek punkty. I jeszcze za sceny między 2 a 10 minutą filmu. Film słaby i sztampowy nawet jak na ten gatunek, dialogi tak ambitne, że połowę mogłam sama wygłaszać z wyprzedzeniem, filmy " z punktu widzenia" zwierzaka czy dziecka sa ok, ale niech ten zwierz nie kłapie cały czas komputerową paszczą!
Ogólna ocena 4/10
Elisabeth, reżyseria: Shekar Kapur, scenariusz: Michael Hirs, Wielka Brytania, 1998
Obraz pochodzi ze strony Stopklatka
Film swego czasu robiący furorę, bardzo zachwalany i zbierający doskonałe recenzje. Podczas gdy w żaden sposób nie można się przyczepić do gry aktorskiej takiej śmietanki, muszę powiedzieć, że jestem rozczarowana scenariuszem. Jak na film historyczny, zawiera zbyt mało faktów, jak na romans, zbyt wiele polityki. Film jest przedstawiany jako biograficzny, niestety zawarte w nim fakty podane są sucho i chaotycznie, bez uzasadnienia skąd takie a nie inne sytuacje, spiski, intrygi, sytuacja polityczna i społeczna kraju jest tylko wspomniana raz czy dwa. Zachowania bohaterów też raczej odbiegają od prawdy historrrycznej tego okresu, chwilami czułam się jakbym oglądała film o Ludwiku i Marii Antoninie. Osiemnasto- i dziewiętnastowieczne przybrania głowy przemieszane ze strojami szesnasto- i siedemnastowiecznymi nie pomogły. Jeżeli podejść do tego po prostu jak do filmu kostiumowego, jest całkiem niezły.
Ogólna ocena - 7/10
.
niedziela, 21 listopada 2010
Jarosław Grzędowicz, Wypychacz zwierząt.
Jarosław Grzędowicz, Wypychacz zwierząt
Fabryka Słów, Lublin 2008
Zbiór/antologia opowiadań autora, publikowanych wcześniej w różnorakich pismach, które powstawały na przestrzeni kilku co najmniej lat, zebrane w całość. Bardzo dobrze, że się tak stało, bo raczej małe są szanse aby dotrzeć do nich wszystkich w inny sposób. Oczywiście, oznacza to również, że opowiadania mają różny styl - niemniej jednak warsztatowo są wszystkie doskonałe. Bardzo różniące się od siebie, zarówno długością, tematyką jak i stylem opowiadania. Są tu zagadki kryminalne, opowieści o duchach, thrillery, ale też opowiadanka moralizatorskie i opowieść wigilijna. "Hobby ciotki Konstancji" ma stron 7, "Wilcza zamieć" równo setkę. Bohaterowie wybierają się kolonizować nowe światy albo po prostu balangują na formowych wyjazdach na Karaiby. Rozwiązują zagadki, prowadzą wyścigi ze śmiercią, albo piją z dawno niewidzianymi kumplami, podczas gdy duchy, kosmici i podróżnicy w czasie odwiedzają nasz miły kraj.
Jest to według mnie duży plus dla autora, który potrafi nas zaprowadzić do fantastycznego świata w centrum Warszawy czy innych Górek Mniejszych. Nie potrzebuje się rozwodzić w opisach krajobrazu, gdyż w jego opowiadaniach rysuje się świat odległy od naszego, a jednak bliski. I to wcale nie znaczy, że zawsze brudny, szary i nudny. Jego postacie zarysowane są bardzo silnie, choć w niewielu słowach, w zależności od konwencji są motorem poruszającym machinę przyszłości albo siedzą w miejscu i rozmyślają, przybliżając nam zmiany w ich otoczeniu. Prawie wszystkie opowiadania jednak skrywają w sobie zagadkę, puentę która potrafi całkowicie zmienić wydźwięk dotychczasowych słów.
Mam jedno ale do autora/wydawcy. Książka jest dosyć makabryczna w wielu momentach, w niektórych opowiadaniach słowa wręcz ociekają krwią, okrucieństwem i perwersjami, a nie ma nigdzie ostrzeżenia o tym, jest dostępna na półkach z fantastyką, po którą często sięgają młode osoby. Powinno pojawić się jakieś dyskretne ostrzeżenie, lub przynajmniej dokładniejsza klasyfikacja pozycji, bo wiele wrażliwszych osób może być zniesmaczonych wizjami przedstawianymi w opowiadaniach. niemniej jednak, doskonała pozycja dla tych, którzy lubią takie klimaty, a przy okazji nie boją się używać szarych komórek.
Ogólna ocena 9/10
.
Fabryka Słów, Lublin 2008
Obraz ze strony Fabryki Słów
Zbiór/antologia opowiadań autora, publikowanych wcześniej w różnorakich pismach, które powstawały na przestrzeni kilku co najmniej lat, zebrane w całość. Bardzo dobrze, że się tak stało, bo raczej małe są szanse aby dotrzeć do nich wszystkich w inny sposób. Oczywiście, oznacza to również, że opowiadania mają różny styl - niemniej jednak warsztatowo są wszystkie doskonałe. Bardzo różniące się od siebie, zarówno długością, tematyką jak i stylem opowiadania. Są tu zagadki kryminalne, opowieści o duchach, thrillery, ale też opowiadanka moralizatorskie i opowieść wigilijna. "Hobby ciotki Konstancji" ma stron 7, "Wilcza zamieć" równo setkę. Bohaterowie wybierają się kolonizować nowe światy albo po prostu balangują na formowych wyjazdach na Karaiby. Rozwiązują zagadki, prowadzą wyścigi ze śmiercią, albo piją z dawno niewidzianymi kumplami, podczas gdy duchy, kosmici i podróżnicy w czasie odwiedzają nasz miły kraj.
Jest to według mnie duży plus dla autora, który potrafi nas zaprowadzić do fantastycznego świata w centrum Warszawy czy innych Górek Mniejszych. Nie potrzebuje się rozwodzić w opisach krajobrazu, gdyż w jego opowiadaniach rysuje się świat odległy od naszego, a jednak bliski. I to wcale nie znaczy, że zawsze brudny, szary i nudny. Jego postacie zarysowane są bardzo silnie, choć w niewielu słowach, w zależności od konwencji są motorem poruszającym machinę przyszłości albo siedzą w miejscu i rozmyślają, przybliżając nam zmiany w ich otoczeniu. Prawie wszystkie opowiadania jednak skrywają w sobie zagadkę, puentę która potrafi całkowicie zmienić wydźwięk dotychczasowych słów.
Mam jedno ale do autora/wydawcy. Książka jest dosyć makabryczna w wielu momentach, w niektórych opowiadaniach słowa wręcz ociekają krwią, okrucieństwem i perwersjami, a nie ma nigdzie ostrzeżenia o tym, jest dostępna na półkach z fantastyką, po którą często sięgają młode osoby. Powinno pojawić się jakieś dyskretne ostrzeżenie, lub przynajmniej dokładniejsza klasyfikacja pozycji, bo wiele wrażliwszych osób może być zniesmaczonych wizjami przedstawianymi w opowiadaniach. niemniej jednak, doskonała pozycja dla tych, którzy lubią takie klimaty, a przy okazji nie boją się używać szarych komórek.
Ogólna ocena 9/10
.
niedziela, 14 listopada 2010
Retired, Extremely Dangerous
Producenci filmowi nas (mnie?) w tym roku rozpieszczają. Chyba przez ostatnie 3 lata w sumie nie byłam na takiej ilości filmów jak do tej pory, a drugie tyle obejrzała bym gdyby nie jakość repertuaru naszego miejscowego kina i odległość od jakiegoś sensownego. Nie mówię nawet o samej jakości produkcji, ale o ich nagromadzeniu.
Co może robić emerytowany agent CIA? No cóż, sam fakt przeżycia tak długo jako agent operacyjny samo w sobie jest ewenementem, więc może na przykład ześwirować i zamieszkać na bagnach Florydy ukrywając się przed wszystkim, powodowany manią prześladowczą. Może prowadzić luksusowy pensjonat, od czasu do czasu wyskakując "na jednego". Może dożywać swoich dni w domu spokojnej starości, podszczypując pielęgniarki. Może na odległość podkochiwać się w romantycznej agentce ubezpieczenia społecznego. Ale na pewno nie może wyjść z formy, zarówno fizycznie, jak i pod względem gotowości do akcji, jak Frank Moses, zaskoczony przez squad egzekucyjny w hmm..... toalecie. Ścigany po całym kraju, Frank musi dowiedzieć się kto chce jego śmierci i dlaczego akurat teraz. Po pomoc udaje się, a jakże, do starych kumpli, i razem stają przeciwko potężnym przeciwnikom, doświadczenie i determinacja kontra wpływy i pieniądze.
Film sygnowany znanymi nazwiskami, kolejny "powrót po latach" dla niektórych. Wybierałam się na ten film z obawami, bo różnie się takie come-backi sprawdzają, szczególnie w filmach akcji. Absolutnie się nie rozczarowałam, panowie ( i panie) w świetnej kondycji zarówno aktorskiej, jak i fizycznej. Zarys fabuły oklepany jak nie wiem co, ale realizacja rewelacyjna, choć nieco nierzeczywista. Zwroty akcji w wielu momentach przewidywalne, ale okraszone scenami i gagami które pozwalają je wybaczyć. Postacie zarysowane interesująco, włączając głównego antagonistę, rozwiązanie akcji ciekawe - oczywiście w kwestii "jak" a nie "czy", bo przecież wiadomo, że dobrzy zwyciężą. Masa gagów i żartów językowych i sytuacyjnych, fabuła bez nieprzewidzianych dłużyzn i przynudzania, pełna drobnych zawirowań. Świetny film na weekendowy wieczór.
Ogólna ocena - 8/10. polecam.
.
Obraz ze strony Film.wp.pl
Co może robić emerytowany agent CIA? No cóż, sam fakt przeżycia tak długo jako agent operacyjny samo w sobie jest ewenementem, więc może na przykład ześwirować i zamieszkać na bagnach Florydy ukrywając się przed wszystkim, powodowany manią prześladowczą. Może prowadzić luksusowy pensjonat, od czasu do czasu wyskakując "na jednego". Może dożywać swoich dni w domu spokojnej starości, podszczypując pielęgniarki. Może na odległość podkochiwać się w romantycznej agentce ubezpieczenia społecznego. Ale na pewno nie może wyjść z formy, zarówno fizycznie, jak i pod względem gotowości do akcji, jak Frank Moses, zaskoczony przez squad egzekucyjny w hmm..... toalecie. Ścigany po całym kraju, Frank musi dowiedzieć się kto chce jego śmierci i dlaczego akurat teraz. Po pomoc udaje się, a jakże, do starych kumpli, i razem stają przeciwko potężnym przeciwnikom, doświadczenie i determinacja kontra wpływy i pieniądze.
Film sygnowany znanymi nazwiskami, kolejny "powrót po latach" dla niektórych. Wybierałam się na ten film z obawami, bo różnie się takie come-backi sprawdzają, szczególnie w filmach akcji. Absolutnie się nie rozczarowałam, panowie ( i panie) w świetnej kondycji zarówno aktorskiej, jak i fizycznej. Zarys fabuły oklepany jak nie wiem co, ale realizacja rewelacyjna, choć nieco nierzeczywista. Zwroty akcji w wielu momentach przewidywalne, ale okraszone scenami i gagami które pozwalają je wybaczyć. Postacie zarysowane interesująco, włączając głównego antagonistę, rozwiązanie akcji ciekawe - oczywiście w kwestii "jak" a nie "czy", bo przecież wiadomo, że dobrzy zwyciężą. Masa gagów i żartów językowych i sytuacyjnych, fabuła bez nieprzewidzianych dłużyzn i przynudzania, pełna drobnych zawirowań. Świetny film na weekendowy wieczór.
Ogólna ocena - 8/10. polecam.
.
sobota, 13 listopada 2010
Scrub i sfinx
Jeszcze trochę pustynnych makiet.
Zestaw blatów pustynnych może być łączony w dwa lub trzy stoły, a "lasków" zrobiłam tylko dwa do tej pory. Dlatego powstały dwa kolejne zestawy - jeden z krzaczorami, drugi z kamieniami, pasujące do "gaju palmowego" i "kamiennego lasu".
Przy okazji wykończyłam sfinksa:
Do zrobienia pozostały jeszcze ruiny i kolumnada świątyni.
.
Zestaw blatów pustynnych może być łączony w dwa lub trzy stoły, a "lasków" zrobiłam tylko dwa do tej pory. Dlatego powstały dwa kolejne zestawy - jeden z krzaczorami, drugi z kamieniami, pasujące do "gaju palmowego" i "kamiennego lasu".
Scrub
Głazy
Przy okazji wykończyłam sfinksa:
Do zrobienia pozostały jeszcze ruiny i kolumnada świątyni.
.
środa, 3 listopada 2010
Wyniki rozdawajki
Nadszedł w końcu Ten Dzień. No cóż, wygląda na to, że apel Lukasa przyniósł skutek, i komora maszyny losującej ledwo pomieściła kartki z losami zainteresowanych ;P
Szczęśliwy los:
A pudełeczko z niespodzianką pojedzie do :
Gratuluję i proszę o kontakt na gunnila maupa poczta.onet.pl :)
.
Szczęśliwy los:
A pudełeczko z niespodzianką pojedzie do :
Dziadu
Gratuluję i proszę o kontakt na gunnila maupa poczta.onet.pl :)
.
wtorek, 26 października 2010
Pozdrowienia z Egiptu
Czasem proste rzeczy cieszą najbardziej. Rzuciłam World of Warcraft dla gier typu "Mistrz szachownicy" czy
Więc wracam do marnowania czasu :)
.
"Saqqarah".
Podczas zaćmienia słońca otwiera się tajemnicze przejście do oazy pod schodkową piramidą w Saqqarze. W oazie tej uwięziony został zły Seth, powstrzymywany tam mocą pozostałych bogów.
Niestety, ich kulty upadły a świątynie są w ruinie, i demon może wyrwać się z więzienia. Pokonując wiele zagadek:
....należy odbudować świątynie i odnowić posągi aby odzyskały swą moc.
W nagrodę, bogowie wyślą ci wygaszacz ekranu!
Więc wracam do marnowania czasu :)
.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























