Obrodziła ta jesień! A ja niestety nadal nie umiem umieszczać linków w pasku bocznym :(
Prezenciki w Crafty's crafting - losowanie 18 września.
Niebanalny zestaw w Arte Banale - losowanie 28 września
Kwiatuszki w Kreatywnym Zakątku. Losowanie 20 września.
wtorek, 14 września 2010
wtorek, 7 września 2010
Ewa Białołęcka - Wiedźma.com.pl
Ewa Białołęcka, Wiedźma com.pl
Fabryka Słów, Lublin 2010
Fajnie jest dostać niespodziewany spadek. Jeszcze fajniej, jeżeli akurat jest się, zresztą nałogowo, bez kasy. Dodatkowy bonus, kiedy spadek otrzymuje się od osoby, która nie jest nam szczególnie bliska. Trochę gorzej, gdy tym spadkiem okazuje się chałupa na końcu świata, gdzie wrony zawracają. W przypadku redaktorki uzależnionej od Internetu, wyprawa w nieznane do wiochy, do której nie ma nawet porządnej drogi, a PKS dojeżdża raz dziennie do pobliskiej (bagatela, parę kilometrów) "metropolii" z jednym sklepem monopolowym, sytuacja wydaje się przesądzona. Taaa... przesądzona.... to teraz zacznijmy o przesądach. Dlaczego miejscowi żegnają się krzyżem, słysząc nazwisko , świętej pamięci, nieboszczki? Kim jest chowający się po krzakach blondyn w mundurze SS, o którym mieszkańcy nie maja pojęcia? Co robi w sypialni przedpotopowy, ale za to doskonale zabezpieczony, sejf? Skąd wziąć kasę na spłatę podatku od wzbogacenia?
Ostrzegam, nie wiem, czy książka ta nadaje się dla facetów. nie jest to typowa "literatura w spódnicy", romans co prawda jest, ale jakiś taki kulawy, akcja jak na pełnym morzu - straszna huśtawka, to pędzi na złamanie karku, to zatrzymuje się by obejrzeć widok za zakrętem, trup ściele się gęsto. Natomiast spora dawka metafizyki, ektoplazmy, czarownic, zaklęć, talizmanów i rozmów z duchami może niektórych odstręczać. Powieść napisana z dużą dawką humoru i erudycji, doskonałą znajomością języka, i to nie jednego (uwaga - brak tłumaczeń), przymrużeniem oka w kierunku czytelnika. Polecam
Ocena - 10/10
.
Fabryka Słów, Lublin 2010
Źródło grafiki - Empik
Fajnie jest dostać niespodziewany spadek. Jeszcze fajniej, jeżeli akurat jest się, zresztą nałogowo, bez kasy. Dodatkowy bonus, kiedy spadek otrzymuje się od osoby, która nie jest nam szczególnie bliska. Trochę gorzej, gdy tym spadkiem okazuje się chałupa na końcu świata, gdzie wrony zawracają. W przypadku redaktorki uzależnionej od Internetu, wyprawa w nieznane do wiochy, do której nie ma nawet porządnej drogi, a PKS dojeżdża raz dziennie do pobliskiej (bagatela, parę kilometrów) "metropolii" z jednym sklepem monopolowym, sytuacja wydaje się przesądzona. Taaa... przesądzona.... to teraz zacznijmy o przesądach. Dlaczego miejscowi żegnają się krzyżem, słysząc nazwisko , świętej pamięci, nieboszczki? Kim jest chowający się po krzakach blondyn w mundurze SS, o którym mieszkańcy nie maja pojęcia? Co robi w sypialni przedpotopowy, ale za to doskonale zabezpieczony, sejf? Skąd wziąć kasę na spłatę podatku od wzbogacenia?
Ostrzegam, nie wiem, czy książka ta nadaje się dla facetów. nie jest to typowa "literatura w spódnicy", romans co prawda jest, ale jakiś taki kulawy, akcja jak na pełnym morzu - straszna huśtawka, to pędzi na złamanie karku, to zatrzymuje się by obejrzeć widok za zakrętem, trup ściele się gęsto. Natomiast spora dawka metafizyki, ektoplazmy, czarownic, zaklęć, talizmanów i rozmów z duchami może niektórych odstręczać. Powieść napisana z dużą dawką humoru i erudycji, doskonałą znajomością języka, i to nie jednego (uwaga - brak tłumaczeń), przymrużeniem oka w kierunku czytelnika. Polecam
Ocena - 10/10
.
Piers Anthony - Pamięć absolutna
Piers Anthony, Pamięć absolutna
Wydawnictwo Atlantis, warszawa 1990
na podstawie filmu "Pamięć absolutna", którego scenariusz powstał na podstawie opowiadania P.K.Dicka "Przypomnimy to panu hurtowo"
Jest wiek XXI (tak, to dość stare opowiadanie :P), ludzkość rozpoczęła kolonizację i eksploatację Marsa. Jednak warunki panujące na powierzchni są bezwzględnie wykorzystywane przez administratora Marsa Cohaagena. Podatki za powietrze i inne niezbędne do życia artykuły wywołały bunt i powstanie Frontu Wyzwolenia Marsa, którego ataki na kopalnie turbinytu grożą zatrzymaniem wydobycia. jest to nie do pomyślenia, jako że substancja ta, występująca wyłącznie na czerwonej planecie, jest podstawowym źródłem przewagi Bloku Północnego w wojnie na przeludnionej Ziemi.
W takich oto komfortowych warunkach żyje nasz protagonista - Douglas Quaid, robotnik budowlany. Co dziwne, marzy on o wyprawie na Marsa. Jego sny dręcza go do tego stopnia, że postanawia skorzystać z oferty firmy Rekall, oferującej wszczepianie fałszywych wspomnień z wakacji w wymarzonej scenerii. Na przykład w kurorcie turystycznym na Marsie, wraz ze sfałszowanym kompletem zdjęć, rachunków i biletem na prom. Za drobną dodatkową opłatą, również jako ktoś zupełnie inny, na przykład tajny agent. Oczywiście wspomnienia ostatnich godzin w biurze są wymazywane, i zastępowane wizytą w agencji turystycznej, aby "kontinuum" było pełne.
Ciekawa, choć nie najnowsza, fabuła oparta na założeniu piętrowego grzebania w pamięci. Czy sny są wspomnieniami, czy wspomnienia są sfabrykowane na podstawie snów? Do jakiego stopnia człowiek jest się w stanie identyfikować z inną osobą, na ile narzucenie/nadpisanie nowej osobowości jest trwałe? Co jest rzeczywistością, a co snem, wspomnieniem? Skąd możemy wiedzieć, co jest prawdą, kiedy można sfabrykować wspomnienia? Książka jest wciągająca, dobrze napisana, w "pierwszej warstwie tekstu" jest to powieść sensacyjno-kryminalna, jednak dla zainteresowanych w fabule kryją się odniesienia do kolejnych warstw. Polecam.
Ocena 9/10
.
Wydawnictwo Atlantis, warszawa 1990
na podstawie filmu "Pamięć absolutna", którego scenariusz powstał na podstawie opowiadania P.K.Dicka "Przypomnimy to panu hurtowo"
Jest wiek XXI (tak, to dość stare opowiadanie :P), ludzkość rozpoczęła kolonizację i eksploatację Marsa. Jednak warunki panujące na powierzchni są bezwzględnie wykorzystywane przez administratora Marsa Cohaagena. Podatki za powietrze i inne niezbędne do życia artykuły wywołały bunt i powstanie Frontu Wyzwolenia Marsa, którego ataki na kopalnie turbinytu grożą zatrzymaniem wydobycia. jest to nie do pomyślenia, jako że substancja ta, występująca wyłącznie na czerwonej planecie, jest podstawowym źródłem przewagi Bloku Północnego w wojnie na przeludnionej Ziemi.
W takich oto komfortowych warunkach żyje nasz protagonista - Douglas Quaid, robotnik budowlany. Co dziwne, marzy on o wyprawie na Marsa. Jego sny dręcza go do tego stopnia, że postanawia skorzystać z oferty firmy Rekall, oferującej wszczepianie fałszywych wspomnień z wakacji w wymarzonej scenerii. Na przykład w kurorcie turystycznym na Marsie, wraz ze sfałszowanym kompletem zdjęć, rachunków i biletem na prom. Za drobną dodatkową opłatą, również jako ktoś zupełnie inny, na przykład tajny agent. Oczywiście wspomnienia ostatnich godzin w biurze są wymazywane, i zastępowane wizytą w agencji turystycznej, aby "kontinuum" było pełne.
Ciekawa, choć nie najnowsza, fabuła oparta na założeniu piętrowego grzebania w pamięci. Czy sny są wspomnieniami, czy wspomnienia są sfabrykowane na podstawie snów? Do jakiego stopnia człowiek jest się w stanie identyfikować z inną osobą, na ile narzucenie/nadpisanie nowej osobowości jest trwałe? Co jest rzeczywistością, a co snem, wspomnieniem? Skąd możemy wiedzieć, co jest prawdą, kiedy można sfabrykować wspomnienia? Książka jest wciągająca, dobrze napisana, w "pierwszej warstwie tekstu" jest to powieść sensacyjno-kryminalna, jednak dla zainteresowanych w fabule kryją się odniesienia do kolejnych warstw. Polecam.
Ocena 9/10
.
Jacek Piekara - Ja, Inkwizytor
Dalszy ciąg maratonu książkowego.
Jacek Piekara, "Ja, Inkwizytor - Wieże do nieba",
Fabryka słów styczeń 2010
Jak od razu widać po tytule, jest to kontynuacja sagi o Mordimerze Madderdinie. A właściwie to nie kontynuacja, tylko... no co, prequel, wprowadzenie, wstęp? Mordimer nie jest dumnym przedstawicielem biskupa Hez Hezronu, lecz dopiero skromnym uczniem w jednym, i świeżym absolwentem Akademii w drugim z opowiadań. To znaczy, skromnym w założeniu, bo w swojej własnej opinii przewyższa on wielu już urzędujących inkwizytorów.
W pierwszym opowiadaniu poznajemy młodego Mordiego tuż przed egzaminem licencyjnym, gdy w towarzystwie tłustego, leniwego i obrzydliwego Mistrza Inkwizytora Alberta Knotte musi rozwiązać zagadkę okrutnych morderstw popełnianych na kobietach z otoczenia hrabiny von Sauer. Niewiele w tym opowiadaniu Mordimera, jakiego znamy. Niby i schemat postępowania podobny, charakter tez nie odbiega od postaci rozwiniętego inkwizytora bardziej niż u młodego człowieka, są "mordimerowe" przemyślenia dla czytelnika, jest cięty dowcip, ale to wszystko jest rozmyte i spłycone. Śledztwo stoi w miejscu pomimo kolejnych ofiar, Mordimer błądzi na oślep po mieście pijąc z przygodnymi osobami w nadziei na pociągnięcie języka, Knotte pije na umór na koszt Hrabiny. Jedynym powodem do przeczytania tego opowiadania może być (przed)ostatnich kilka stron, kiedy niemal magicznie zagadka zostaje rozwiązana, większość postaci okazuje się być kimś innym niż się spodziewamy. A samo zakończenie - no cóż, trochę zbyt jednoznaczne w porównaniu z tym, do czego nas Piekara przyzwyczaił, niemniej jednak również nie takie, jakiego można by się spodziewać. Wyraźnie Mordimer nie opanował jeszcze wiedzy o ludzkich charakterach w stopniu zadowalającym.
Opowiadanie drugie, Wieże do nieba, przenosi nas do Christainii, przyszłej stolicy. Dwa zwalczające się obozy - arcybiskup Christianii i Zakon Miecza Pańskiego postanawiają wybudować w tym mieście katedrę. Każde z nich oddzielnie oczywiście. I jeden drugiemu próbuje utrudnić pracę maksymalnie - a to napadając na robotników, a to spowalniając transporty, a to nasyłając na drugiego Skarbówkę, tfu, Inkwizytorium. Tu więc do akcji wkracza Mordrimer, z uporem szukający śladów używania czarnej magii i innych niedozwolonych dopalaczy na budowie. Szuka, i szuka, i szuka, aż znajduje. Maksymiliana Tofflera, Inkwizytora Jego Ekscelencji biskupa Hez Hezronu.
"No to było po sprawie. Przynajmniej dla mnie. Skoro w całą rzecz wmieszały się takie persony jak inkwizytor z Hezu, nie miałem już czego tu szukać."
Niemniej jednak, Toffler okazuje się być człowiekiem przystępnym i stosunkowo mało aroganckim jak na przedstawiciela biskupa, który daje Mordimerowi lekcję życia. Niekoniecznie wyłącznie od tej niemiłej strony. Niestety, oprócz zaprezentowania kilku "sławnych" postaci i wyjaśnienia kilku powiedzonek Mordimera, opowiadanie to nie wnosi absolutnie nic, jest długie i nudne jak flaki z olejem.
Nie lubię prequeli chyba nawet jeszcze bardziej niż sequeli. Nie lubię, gdy wszystko mi się wyjaśnia jak pierwszoklasiście. Nie lubię, gdy postać zamiast się rozwijać, cofa się. Jeżeli przeczytanie książki zajmuje mi więcej iż 2 dni - pomijając ewentualną wyjątkową jej grubość - uważam, że nie jest to pozycja warta polecania. Natomiast wielki plus należy się wydawnictwu Fabryka Słów za dbałość o szatę graficzną. Okładka, ilustracje wewnątrz, czytelny druk i pięknie stylizowany papier - to naprawdę bardzo zachęca do sięgnięcia po książkę. Niestety, tym razem po odłożeniu jej, jest to jedyne dobre wrażenie.
Ocena 7/10
.
Jacek Piekara, "Ja, Inkwizytor - Wieże do nieba",
Fabryka słów styczeń 2010
źródło grafiki Polter
Jak od razu widać po tytule, jest to kontynuacja sagi o Mordimerze Madderdinie. A właściwie to nie kontynuacja, tylko... no co, prequel, wprowadzenie, wstęp? Mordimer nie jest dumnym przedstawicielem biskupa Hez Hezronu, lecz dopiero skromnym uczniem w jednym, i świeżym absolwentem Akademii w drugim z opowiadań. To znaczy, skromnym w założeniu, bo w swojej własnej opinii przewyższa on wielu już urzędujących inkwizytorów.
W pierwszym opowiadaniu poznajemy młodego Mordiego tuż przed egzaminem licencyjnym, gdy w towarzystwie tłustego, leniwego i obrzydliwego Mistrza Inkwizytora Alberta Knotte musi rozwiązać zagadkę okrutnych morderstw popełnianych na kobietach z otoczenia hrabiny von Sauer. Niewiele w tym opowiadaniu Mordimera, jakiego znamy. Niby i schemat postępowania podobny, charakter tez nie odbiega od postaci rozwiniętego inkwizytora bardziej niż u młodego człowieka, są "mordimerowe" przemyślenia dla czytelnika, jest cięty dowcip, ale to wszystko jest rozmyte i spłycone. Śledztwo stoi w miejscu pomimo kolejnych ofiar, Mordimer błądzi na oślep po mieście pijąc z przygodnymi osobami w nadziei na pociągnięcie języka, Knotte pije na umór na koszt Hrabiny. Jedynym powodem do przeczytania tego opowiadania może być (przed)ostatnich kilka stron, kiedy niemal magicznie zagadka zostaje rozwiązana, większość postaci okazuje się być kimś innym niż się spodziewamy. A samo zakończenie - no cóż, trochę zbyt jednoznaczne w porównaniu z tym, do czego nas Piekara przyzwyczaił, niemniej jednak również nie takie, jakiego można by się spodziewać. Wyraźnie Mordimer nie opanował jeszcze wiedzy o ludzkich charakterach w stopniu zadowalającym.
Opowiadanie drugie, Wieże do nieba, przenosi nas do Christainii, przyszłej stolicy. Dwa zwalczające się obozy - arcybiskup Christianii i Zakon Miecza Pańskiego postanawiają wybudować w tym mieście katedrę. Każde z nich oddzielnie oczywiście. I jeden drugiemu próbuje utrudnić pracę maksymalnie - a to napadając na robotników, a to spowalniając transporty, a to nasyłając na drugiego Skarbówkę, tfu, Inkwizytorium. Tu więc do akcji wkracza Mordrimer, z uporem szukający śladów używania czarnej magii i innych niedozwolonych dopalaczy na budowie. Szuka, i szuka, i szuka, aż znajduje. Maksymiliana Tofflera, Inkwizytora Jego Ekscelencji biskupa Hez Hezronu.
"No to było po sprawie. Przynajmniej dla mnie. Skoro w całą rzecz wmieszały się takie persony jak inkwizytor z Hezu, nie miałem już czego tu szukać."
Niemniej jednak, Toffler okazuje się być człowiekiem przystępnym i stosunkowo mało aroganckim jak na przedstawiciela biskupa, który daje Mordimerowi lekcję życia. Niekoniecznie wyłącznie od tej niemiłej strony. Niestety, oprócz zaprezentowania kilku "sławnych" postaci i wyjaśnienia kilku powiedzonek Mordimera, opowiadanie to nie wnosi absolutnie nic, jest długie i nudne jak flaki z olejem.
Nie lubię prequeli chyba nawet jeszcze bardziej niż sequeli. Nie lubię, gdy wszystko mi się wyjaśnia jak pierwszoklasiście. Nie lubię, gdy postać zamiast się rozwijać, cofa się. Jeżeli przeczytanie książki zajmuje mi więcej iż 2 dni - pomijając ewentualną wyjątkową jej grubość - uważam, że nie jest to pozycja warta polecania. Natomiast wielki plus należy się wydawnictwu Fabryka Słów za dbałość o szatę graficzną. Okładka, ilustracje wewnątrz, czytelny druk i pięknie stylizowany papier - to naprawdę bardzo zachęca do sięgnięcia po książkę. Niestety, tym razem po odłożeniu jej, jest to jedyne dobre wrażenie.
Ocena 7/10
.
poniedziałek, 6 września 2010
Więcej cukierasów :)
Candy w Wycinance - ostatnia chwila! losowanie 7.09 To nowo powstający sklep scrapowy.
Kolejny nowy sklep z rękodziełem, artykułami do scrapbookingu i decoupage Gatto-Arte. Z okazji otwarcia candy, losowanie 15 września.
I jeszcze jeden sklep otwiera swoje podwoje - Scrapki Losowanie 10 września.
Kto ma ochotę na kwiatki? Inspiracje rozdają zestawy kwatków latarnii Morskiej - polskiej produkcji! losowanie 12 września.
Urodzinowe candy u Karoliny - scrapki i prezenty z Anglii. Losowanie 16 września.
Rozdawnictwo u Anniko. losowanie 15 września.
Własnoręczne candy - losowanie 17 września
Pudełeczko pełne niespodzianek u Jagny - losowanie 23 września
Ślubne candy w Oknie z Widokiem, losowanie 25 września.
Kolejne candy u Rudlis - losowanie 27 września
.
Kolejny nowy sklep z rękodziełem, artykułami do scrapbookingu i decoupage Gatto-Arte. Z okazji otwarcia candy, losowanie 15 września.
I jeszcze jeden sklep otwiera swoje podwoje - Scrapki Losowanie 10 września.
Kto ma ochotę na kwiatki? Inspiracje rozdają zestawy kwatków latarnii Morskiej - polskiej produkcji! losowanie 12 września.
Urodzinowe candy u Karoliny - scrapki i prezenty z Anglii. Losowanie 16 września.
Rozdawnictwo u Anniko. losowanie 15 września.
Własnoręczne candy - losowanie 17 września
Pudełeczko pełne niespodzianek u Jagny - losowanie 23 września
Ślubne candy w Oknie z Widokiem, losowanie 25 września.
Kolejne candy u Rudlis - losowanie 27 września
.
piątek, 3 września 2010
W imię Pani z Jeziora
Moja pierwsza bitwa na 8 edycję. Bretonia x Lizardmen 2250
Wrażenia mocno takie sobie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie ogarniam jeszcze zasad i w ogóle to jest wszystko takie świeże i niepoukładane, ale osobiście uważam, że GW robi głupotę z tą zmianą zasad co kilka lat. Może przemawia przeze mnie zmęczenie, to już 4 edycja której muszę się na nowo uczyć, ale naprawdę uważam, że większość tych zmian jest negatywnych. Na początku bardzo popierałam ograniczenie bohaterów do 25% - ale co to za ograniczenie, jeżeli mamy osobno 25% na bohaterów i drugie tyle na lorda?
Wg komentarzy na Border Princes Bretonia została poprawiona trochę przez nowe zasady - ja niestety nie zauważyłam tej poprawy. Trebuchety strzelają bez mierzenia - po kilku grach człowiekowi wyrabia się mierzenie "na oko", pewnie przydatne do ściągania pojedynczych, rozrzuconych oddziałów ale żaden fenomen. Magia - nie będę komentować. Life ma kilka fajnych czarów, ale małe zasięgi i nie ma żadnego wielkiego przebicia powera. Może coś da się rzucić jak uda się wylosować odpowiednie combo czarów, aby bronić się przed IF/miscastem, ale poza tym zasada, że jeden nieudany czar "rozprasza maga" wyklucza jakiekolwiek strategiczne wybieranie kolejności rzucanych czarów. Nowe zasady terenów są tragicznie pokopane i niejasne - nie graliśmy na bastarda. Ataki z dwóch szeregów - w lancy daje to jednego rycerza więcej kontra 4-5 oddających przeciwników. Zdejmowanie modeli z ostatniego szeregu - może i logiczne, może i wygodne, ale znów cała strategia sprowadza się do "kto kogo pierwszy wyrżnie do nogi". A o ruchu to nie chce mi się nawet pisać.
Bretka była dla mnie fenomenalną armią na początku 6 edycji - małe, szybkie oddziały wspierające kilka dużych klocków robiły na placu boju co chciały, jeżeli były umiejętnie manewrowane. Przeciwnik nie bardzo miał czym odpowiedzieć - maszyny miały może jedna turę czystego strzelania, kawaleria przeciwnika wolniejsza i mniej liczna. Te dodatkowe 2 cale ruchu w marszu/szarży naprawdę robiły dużo. Teraz byle piechota ma szanse szybciej dojść do przeciwnika, a przewaga nad kawaleria innych armii została zredukowana do 1 cala, który nietrudno odrobić w kostkach. Generalnie uważam, choć może to przedwczesna ocena, że z ciekawej gry strategicznej robi się schematyczna komputerówka dla graczy z podstawówki.
.
Wrażenia mocno takie sobie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie ogarniam jeszcze zasad i w ogóle to jest wszystko takie świeże i niepoukładane, ale osobiście uważam, że GW robi głupotę z tą zmianą zasad co kilka lat. Może przemawia przeze mnie zmęczenie, to już 4 edycja której muszę się na nowo uczyć, ale naprawdę uważam, że większość tych zmian jest negatywnych. Na początku bardzo popierałam ograniczenie bohaterów do 25% - ale co to za ograniczenie, jeżeli mamy osobno 25% na bohaterów i drugie tyle na lorda?
Wg komentarzy na Border Princes Bretonia została poprawiona trochę przez nowe zasady - ja niestety nie zauważyłam tej poprawy. Trebuchety strzelają bez mierzenia - po kilku grach człowiekowi wyrabia się mierzenie "na oko", pewnie przydatne do ściągania pojedynczych, rozrzuconych oddziałów ale żaden fenomen. Magia - nie będę komentować. Life ma kilka fajnych czarów, ale małe zasięgi i nie ma żadnego wielkiego przebicia powera. Może coś da się rzucić jak uda się wylosować odpowiednie combo czarów, aby bronić się przed IF/miscastem, ale poza tym zasada, że jeden nieudany czar "rozprasza maga" wyklucza jakiekolwiek strategiczne wybieranie kolejności rzucanych czarów. Nowe zasady terenów są tragicznie pokopane i niejasne - nie graliśmy na bastarda. Ataki z dwóch szeregów - w lancy daje to jednego rycerza więcej kontra 4-5 oddających przeciwników. Zdejmowanie modeli z ostatniego szeregu - może i logiczne, może i wygodne, ale znów cała strategia sprowadza się do "kto kogo pierwszy wyrżnie do nogi". A o ruchu to nie chce mi się nawet pisać.
Bretka była dla mnie fenomenalną armią na początku 6 edycji - małe, szybkie oddziały wspierające kilka dużych klocków robiły na placu boju co chciały, jeżeli były umiejętnie manewrowane. Przeciwnik nie bardzo miał czym odpowiedzieć - maszyny miały może jedna turę czystego strzelania, kawaleria przeciwnika wolniejsza i mniej liczna. Te dodatkowe 2 cale ruchu w marszu/szarży naprawdę robiły dużo. Teraz byle piechota ma szanse szybciej dojść do przeciwnika, a przewaga nad kawaleria innych armii została zredukowana do 1 cala, który nietrudno odrobić w kostkach. Generalnie uważam, choć może to przedwczesna ocena, że z ciekawej gry strategicznej robi się schematyczna komputerówka dla graczy z podstawówki.
.
Czterdzieści lat minęło, a może mniej...
Stuknęła mi osiemnastka. Kolejna :( No cóż, znów pora na wszystkich tych forach i innych profilach internetowych znów zmienić datę... Rozliczenia z długiego życia i dorobku kolejnego roku nie będzie, choć rano naszło mnie na wspomnienia z czasów kiedy byliśmy piękni i młodzi. Młodość przeminęła, uroda na szczęście została *wink*. A w ramach wspomnień upiekłam ciasto z piosenki - "Radiowe Nutki - najłatwiejsze ciasto w świecie" (Niestety umieszczać plików audio na blogu nie umiem). Ciasto wychodzi okropnie słodkie, ja dałam tylko połowę cukru. Zdjęcia nie będzie, obiekt już skonsumowano.
Zostałam zaproszona do zabawy blogowej "10 rzeczy, które lubię"
Zasady:
1.Napisz kto Cię zaprosił do zabawy
2.Wymień 10 rzeczy, które lubisz
3.Zapros kolejne 10 osob i poinformuj je w komentarzach
Zaproszenie dostałam od Sarmatix kilka dni temu, ale obawiam się, że wszyscy blogowi znajomi już w niej uczestniczyli, więc łańcuszek skończy się na mnie, chyba, że chłopcy będą się chcieli w to bawić - zapraszam Qbę, Foo, Dziadu, Iscariote.
10 rzeczy, które lubię - bez namysłu i specjalnej kolejności:
1) ciszę
2) bieganie nocą
3) dobrą herbatę
4) ładne filiżanki
5) dobre wino
6) piec, kiedy nikogo nie ma w domu :)
7) obserwować poczynania mojego Juniora
8) uczyć się nowych rzeczy, ale tylko kiedy mam na to ochotę
9) wykonywać coś "temi ręcami"
10) leniuchować z kotem na kolanach
.
Zostałam zaproszona do zabawy blogowej "10 rzeczy, które lubię"
Zasady:
1.Napisz kto Cię zaprosił do zabawy
2.Wymień 10 rzeczy, które lubisz
3.Zapros kolejne 10 osob i poinformuj je w komentarzach
Zaproszenie dostałam od Sarmatix kilka dni temu, ale obawiam się, że wszyscy blogowi znajomi już w niej uczestniczyli, więc łańcuszek skończy się na mnie, chyba, że chłopcy będą się chcieli w to bawić - zapraszam Qbę, Foo, Dziadu, Iscariote.
10 rzeczy, które lubię - bez namysłu i specjalnej kolejności:
1) ciszę
2) bieganie nocą
3) dobrą herbatę
4) ładne filiżanki
5) dobre wino
6) piec, kiedy nikogo nie ma w domu :)
7) obserwować poczynania mojego Juniora
8) uczyć się nowych rzeczy, ale tylko kiedy mam na to ochotę
9) wykonywać coś "temi ręcami"
10) leniuchować z kotem na kolanach
.
środa, 1 września 2010
Druga karteczka
No cóż, ja chomik jestem... Wszystko zbieram, chowam na zapas "bo przyda się"... Ale od czasu do czasu wypada rozstać się z tymi zbiorami. Przy okazji jesiennych porządków zabrałam się w końcu za robienie baz do kartek - na razie tylko tak na zapas, bo potem nie będzie czasu na wszystko, łatwiej będzie do gotowca dekoracje dodać.
Jedna karteczka urodzinowa skończona - sama sobie stawiam ocenę o stopień wyższą niż poprzednia - tak coś koło trzy na szynach :P Karteczki kaskadowe są śliczne i stosunkowo łatwe w wykonaniu, ale muszę kupić normalne punchery bo te z Biedronki powyginały się na brystolu :(
I jeszcze rocznicowe candy u Anny - losowanie 4 września.
.
Jedna karteczka urodzinowa skończona - sama sobie stawiam ocenę o stopień wyższą niż poprzednia - tak coś koło trzy na szynach :P Karteczki kaskadowe są śliczne i stosunkowo łatwe w wykonaniu, ale muszę kupić normalne punchery bo te z Biedronki powyginały się na brystolu :(
I jeszcze rocznicowe candy u Anny - losowanie 4 września.
.
niedziela, 29 sierpnia 2010
The House of Night
Seria książek "Dom Nocy"/A House of Night
P.C. Cast and Kristin Cast
Wersja angielska wydawnictwo ATOM, wersja polska wydawnictwo "Czytaj po zmierzchu"
1. Marked, January 2009 / Naznaczona
2. Betrayed February 2009 / Zdradzona
3. Chosen February 2009 / Wybrana, maj 2010
4. Untamed June 2009 / Nieposkromiona, październik 2010
5. Hunted June 2009
6. Tempted October 2009
7. Burned
P.C. Cast and Kristin Cast
Wersja angielska wydawnictwo ATOM, wersja polska wydawnictwo "Czytaj po zmierzchu"
1. Marked, January 2009 / Naznaczona
2. Betrayed February 2009 / Zdradzona
3. Chosen February 2009 / Wybrana, maj 2010
4. Untamed June 2009 / Nieposkromiona, październik 2010
5. Hunted June 2009
6. Tempted October 2009
7. Burned
Obrazki ze strony House of Night Series
Seria książek dla młodzieży o wampirach. Kto nie trawi tego tematu, niech od razu ucieka ;P. Cóż, głupieję na starość i czytam książki dla młodzieży. Właściwie to nigdy nie przestałam czytać bajek, baśni i fantastyki, a "Timura i jego drużynę" przeczytałam chyba z 10 razy zanim mi zginęła :). Za to w 4 klasie przeczytałam "Potop", "Quo Vadis" i "Sztukę kochania" Wisłockiej :p
No cóż, nie będę utrzymywać, że jest to literatura przez duże EL, pozycja dla intelektualistów i rozrywka intelektualna. Nie tego oczekuje się po książce ściągniętej w desperacji z półki w Tesco. A na dodatek na Wyspach książki są tańsze niż w Naszym Pięknym Kraju, pomijając już drobny fakt że pozycje wypuszczane są rok-półtora wcześniej. Pierwsze trzy tomy czytałam po polsku, tomy 4-6 po angielsku właśnie. Tłumaczenia nie ma powodu się czepiać, nawet dość specyficzna nomenklatura używana w serii jest dość oczywista i nie razi.
Autorki zapraszają nas do świata równoległego, zupełnie podobnego do naszego z jednym wyjątkiem - żyją w nim, na praktycznie w pełni akceptowalnym poziomie, Wampiry. Wampiry, w przeciwieństwie do klasyki gatunku, nie są bladolicymi, krwistoookimi potworami które płoną od światła słonecznego, boją się czosnku i wody święconej i nie mogą wejść do domu bez zaproszenia. Nie wypijają też krwi z co drugiego napotkanego człowieka. No, a przynajmniej nie wszystkie.... Są olśniewająco piękne, uzdolnione, posiadają magiczne zdolności i są piekielnie inteligentne. Nicole Kidman jest wampirem. Większość artystów, aktorów i wpływowych osobistości tez. Pewien procent nastolatków w trakcie dojrzewania zmienia się w wampiry-pisklątka i musi opuścić swoją dotychczasową rodzinę, szkołę i przyjaciół i przenieść się do elitarnej szkoły dla wampirów - Domu Nocy. A tam, jak to w każdej szkole, dzieje się wiele ciekawych rzeczy.
No, w sumie nie w każdej szkole lekcje zaczynają się o 9 wieczorem, adepci uważani są za zmarłych, więc nie podlegają wpływom państwowości i uczą się na historii o rejsie "Titanica" z pierwszej ręki. Ale poza tym, to wszystko jest normalne - tworzą się grupy i grupki, życiem rządzi walka o popularność i pozycję, o najlepszego chłopaka, o najfajniejsze buty czy torebkę. Oczywiście, nie mamy do czynienia ze zwykła grupą nastolatków - nasza bohaterka, wraz ze swoimi przyjaciółmi, obdarzona zostaje wyjątkowymi mocami - z którego to powodu oczywiście bardzo szybko narobi sobie wrogów. i to jakich...
Książki czyta się dobrze i szybko, nie są tak banalne jak można się spodziewać, szczególnie pierwsze tomy i zawiązanie akcji, wprowadzenie w świat i określenie charakteru i motywów bohaterów naprawdę potrafi wciągnąć. Dalsze tomy, to już jak zwykle zniżka formy, zaczynają się tworzyć utarte schematy i fabuła staje się bardziej przewidywalna w swojej "nieprzewidywalności". Ostatni tom który czytałam, ""Tempted", pomimo dramatycznego zakończenie niespecjalnie zachęcił mnie do czekania pewnie ze dwa lata aby kupić kolejną pozycję, niemniej jednak gdybym miała ją pod ręką nie wahałabym się przeczytać.
Ogólna ocena - 7-5/10
sobota, 28 sierpnia 2010
Maraton ksiażkowy :P
No cóż, systematyczność nie należy do moich największych zalet. Dlatego z całego serca współczuję wszystkim moim uczniom z okazji zbliżającego się rozpoczęcia roku szkolnego. *wink* Dziś przegląd lektur z ostatniego miesiąca.
Trudi Canavan, Kapłanka w bieli
Trudi Canavan, Kapłanka w bieli
- Wydawnictwo Galeria Książki , Wrzesień 2009
źródło obrazka - Merlin
Jest to książka osadzona w świecie który autorka opisuje w swojej wcześniejszej trylogiii "Czarnego maga" - moja recenzja TU, ale akcja dzieje się jakieś 700 lat wcześniej, w czasie wojny sahakańskiej.
Niestety, książka mnie zdecydowanie rozczarowała. Trylogia Czarnego Maga napisana była z pomysłem i polotem, miała wiele ciekawych zwrotów akcji. "Uczennica" jest praktycznie powtórzeniem tych samych wątków - dziewczyna z nizin społecznych przypadkiem odkrywa w sobie ogromny talent magiczny, znajduje dobrego i uczciwego nauczyciela ale szybko zostaje wplątana w intrygi polityczne i wyrusza na wojnę, gdzie w niesamowitym tempie uczy się umiejętności które innym zajmują całe lata. Jest też jedną z niewielu osób w całej armii która zdaje sobie sprawę z problemów jakie niesie podbicie sąsiedniego kraju i wyzwolenie niewolników.
Styl pisania autorki nie zmienił się zbytnio, niestety, niewiele zmieniły się również występujące postacie - są one praktycznie kalkami osób z Trylogii. Wątek miłosny jest przewidywalny, naiwny i płytki, choć momentami zabawny, działania wojenne i polityczne nieprawdopodobne. W akcję wplecionych jest kilka wątków zupełnie nieistotnych dla fabuły, zupełnie oderwanych i niespójnych, nieskończonych. Cała książka robi wrażenie napisanej jako wyjaśnienie kilku wątków występujących w Trylogii - czym jest Wyższa Magia, skąd się wzięły groby magów na terenie Gildii, dlaczego Sachakańscy magowie są tak potężni itp. Przeglądając w księgarni następną książkę, tom pierwszy "Trylogii Zdrajcy", zauważyła również że łączy się ona również z tą książką. Niestety jako pozycja samodzielna jest bardzo słaba. Dodatkowo demotywująco działa sama jej wielkość - jest to prawie 800 stron tekstu, a na dokładkę słaby papier powoduje że wydaje się jeszcze grubsza. Odchudzenie jej o połowę wyszło by na dobre.
Ocena 5/10
Trudi Canavan, Uczennica maga
Niestety, książka mnie zdecydowanie rozczarowała. Trylogia Czarnego Maga napisana była z pomysłem i polotem, miała wiele ciekawych zwrotów akcji. "Uczennica" jest praktycznie powtórzeniem tych samych wątków - dziewczyna z nizin społecznych przypadkiem odkrywa w sobie ogromny talent magiczny, znajduje dobrego i uczciwego nauczyciela ale szybko zostaje wplątana w intrygi polityczne i wyrusza na wojnę, gdzie w niesamowitym tempie uczy się umiejętności które innym zajmują całe lata. Jest też jedną z niewielu osób w całej armii która zdaje sobie sprawę z problemów jakie niesie podbicie sąsiedniego kraju i wyzwolenie niewolników.
Styl pisania autorki nie zmienił się zbytnio, niestety, niewiele zmieniły się również występujące postacie - są one praktycznie kalkami osób z Trylogii. Wątek miłosny jest przewidywalny, naiwny i płytki, choć momentami zabawny, działania wojenne i polityczne nieprawdopodobne. W akcję wplecionych jest kilka wątków zupełnie nieistotnych dla fabuły, zupełnie oderwanych i niespójnych, nieskończonych. Cała książka robi wrażenie napisanej jako wyjaśnienie kilku wątków występujących w Trylogii - czym jest Wyższa Magia, skąd się wzięły groby magów na terenie Gildii, dlaczego Sachakańscy magowie są tak potężni itp. Przeglądając w księgarni następną książkę, tom pierwszy "Trylogii Zdrajcy", zauważyła również że łączy się ona również z tą książką. Niestety jako pozycja samodzielna jest bardzo słaba. Dodatkowo demotywująco działa sama jej wielkość - jest to prawie 800 stron tekstu, a na dokładkę słaby papier powoduje że wydaje się jeszcze grubsza. Odchudzenie jej o połowę wyszło by na dobre.
Ocena 5/10
Trudi Canavan, Uczennica maga
- Wydawnictwo Galeria Książki , 2009
- Tom pierwszy nowej serii autorki, osadzonej w zupełnie odrębnym świecie, gdzie wszystkie stworzenia - poczynając od roślin i zwierząt, na humanoidach kończąc, posiadają magiczne zdolności zwane Darami. W zależności od umiejętności posługiwania się Darami, których ludzie potrafią się uczyć, i swojej mocy magicznej mogą zostać uzdrowicielami, kapłanami czy czarownikami.
- Książka zdecydowanie lepsza od poprzedniej, "Uczennicy maga" - poprzedniej w mojej kolejce czytania, nie wiem jak były pisane :P Pomimo dosyć infantylnego początku, gdzie na kilku stronach otrzymujemy skróconą historyjkę typu "od zera do bohatera", autorce udaje się wprowadzić na tyle zagmatwane wątki i intrygi że akcja zaczyna wciągać. Zdecydowanym plusem jest świat, który jest zdecydowanie dojrzalszy i lepiej przemyślany niż w "Trylogii Czarnego Maga", oraz postacie - pomimo, że klasyczne, są interesujące i opisane w sposób niejednoznaczny, a ich przygody zaskakują zwrotami kolei losu.
- Książka pełna jest intryg politycznych i "kupieckich", konfliktów etyczno-moralnych i religijnych, opisów działań wojennych, jednak czyta się ją dobrze i lekko. Jedno zastrzeżenie - drażni mnie próba "oderwania" świata powieści od naszego poprzez zmianę nazw zwykłych, otaczających nas pojęć. Jeżeli postać otula się "taulem" aby uchronic się przed zimnem, powolne "aremy" ciągną ciężkie "tarny" a obok nich jadą jeźdźcy na szybkich "reynach" to bez jakichś szczegółów opisu i tak widzę otulającego się płaszczem chłopa na wozie ciągniętym przez woły w otoczeniu konnych.
- Ocena 7/10
- .
Subskrybuj:
Posty (Atom)










