piątek, 30 kwietnia 2010

Kolejna wtopa...

Ehhh szkoda gadać.
Po doświadczeniach na turnieju zmieniłam lorda w rozpisce na slanna z cupped hands, bane head, Focus of Mystery, Focused Rumination i Becalming Cogitation. Na stole stała piramida (duży bloker LOS dla strzelaczy) wiec ustawiłam go tak aby nie był narażony na ostrzał i... zapomniałam o zasadzie wystawiania waywatcherów... Zaszarżowany w pierwszej turze przeciwnika ustał 3 tury ale wiele nie poszalał. Enginy elektryzowały ładnie, ale co z tego kiedy jeden również uciekł z walki... Gdybyśmy skończyli 3cia turę mogło by być lepiej, ale generalnie to same moje błędy.
14:6 dla WElfów w połowie 3ciej tury.

.

środa, 28 kwietnia 2010

W pustyni i w puszczy

Projekt "Piaski pustyni" wciąż otwarty, makiety się (bardzo) powoli tworzą, a ja zabieram się za kolejny, stoły dżunglaste. 6 modułów w pełni modelowanych na blatach 24x49,5, niestety z powodu błędu panów przycinających blaty ustawienia 2 poziomo i jeden wzdłuż jest niemożliwe bo nie pasują do siebie wymiary. W teorii każdy element można dowolnie łączyć z 5cioma pozostałymi. Pierwsze 3 moduły zostaną zrealizowane na pewno, 4 i 6 raczej też, zastanawiam się cały czas nad modułem 5 - na ile będzie grywalny. Utrudnienie polega na tym, że chcę większe place ruin zrobić podwyższone tak jak w oryginalnych inkaskich miastach.






.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Nowe zdjęcia

Udało mi się zrobic lepsze zdjęcia Krowy i Kornika, oraz dawno już pomalowany model Tiriel, the Kneeling Paladin - planowo Generałki mojej armii.






.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Jam ciebie wybrał! - Kielce

Są już oficjalne wyniki turnieju, więc małe przeliczenie - Nie wiem kto jest z Kielc, kto ze Skarżyska czy innej Włoszczowej, więc porównanie tylko 3 grup - LF, Radom i "ichniejsi"

pierwsze 3 miejsca - Mielec, Radom, Kielce
drugie 3 miejsca - Kielce, Radom Mielec
Ostatnie 6 miejsc - Mielec, Mielec, Kielce, Kielce, Radom, Radom

Zestawienie średnich:
...........Średnia miejsc....Średnia punktów.... Suma punktów drużynowo
Mielec ..........9...........................32........................159
Radom..........9,8 .......................28........................144
Kielce...........9,6........................29.........................n/a


Dość chyba równo, nie byliśmy ostatni, za to byliśmy pierwsi :)


Zdjęcia:
Moja pierwsza bitwa z Lizakami Hybrydziocha
Mina Bajbusa nie wróży nic dobrego wampirom Pietrasa
Prezes rozmyśla jak zdobyć dominację nad światem
Niki się chowa, za to Rakso w całej krasie
Valdee kontra Bretka Murmandamusa
Cała ekipa z Valdeem incognito


Reszta zdjęć - Kielce 2010


.

niedziela, 25 kwietnia 2010

"Jam ciebie wybrał" Kielce 25.04

Bardzo przyjemny lokal. 18 graczy, 5-cio osobowa ekipa Lewej Flanki, 5-cio osobowa reprezentacja z Radomia i 8 miejscowych. Spokojna gra, zero napinek, rozpy turniejowe, ale nie jakieś turbo, fajna lokacja - szkoda, ze nie zdążyliśmy obejrzeć muzeum. Minusy - pośpiech, należało rozpocząć o godzinę wcześniej i zrobić te 15 min-pół godziny przerwy między bitwami, oraz czekanie na orgów, którzy byli punktualni, ale niestety jako przyjezdni nie mieliśmy możliwości nigdzie nawet wypić porannej kawy po przyjeździe. 

Moja rozpa - typowo "for fun", monster truck, maksymalnie odbiegająca od tego co mogę wystawić Bretką:


Saurus Oldblood on Carnosaur
Glyph Necklace
Enchanted Shield
Carnosaur Pendant
Sword of the Horned


Skink Priest lvl 1
Ancient Stegadon with Engine of the Gods
Plaque of Tepok
DS


Skink Priest lvl 1
Ancient Stegadon with Engine of the Gods
Rod of Storm
DS


Saurus Scar Veteran on Cold one
Burning Blade of Chotec
Bane Head


1x2 razordon 
1x3 terradon
2x5 Cold One Cavalry
2x10 Skink cohort
1x12 skink skirmishers


Niestety, niezbyt się to sprawdziło z jednego podstawowego powodu - większość rozpisek była silnie magiczna/antymagiczna, więc z moich czarów nic nie wyszło, a 4 kości dispella i 2 DS to zdecydowanie za mało, aby sobie poradzić. I tak magia nie narobiła aż takich szkód jakie by mogła, dzięki kostkom. Carnosaur jest dobry, ale musi dojść. Enginy były podstawowym celem przeciwnika, i jak na tyle punktów są zbyt łatwe do rozkręcenia. Bitwy kolejno:


Ja x Hybrydzioch 11:9
Lizaki na slannie, klocku TG i klocku saurusów. Brakło czasu, gdybyśmy grali rundy do końca było by jeszcze 1-2 punkty, ale walka dość fajna, przyjemna i stosunkowo wyrównana. Plus dla przeciwnika za dokładne tłumaczenie zasad PRZED ich użyciem, choć traktowanie mnie jak blondynki nie wyszło mu na dobre.


Ja x Pingu, 6: 14
Dwarfy na 3 klockach, kusznikach i 6 maszynach. Przeciwnik wystawiony w samym rogu w straszliwym skupieniu. Mój błąd, że wystawiłam się na ostrzał, mogłam całkowicie uderzyć z flanki i maszyny były by wyłączone na tę najgorszą 1-2 tury. Pierwsza runda, ostrzał w engine z włączonym wardem, 2 rany w krowe i zabity priest. 2-ga runda, centralka z klopy w drugiego engina poprawione resztą maszyn. 3cia runda, spalona szarża Carniego, dostał centralkę z klopy, carni zdechł, hero na piechote nie miał szans doszarżować w następnej i zginął od ostrzału. Razory zajmowały się zjadaniem skinków, praktycznie nie robiąc szkód warriorom nawet w S&S, BSB poklepał się z championem hammerersów a than zjadł COC i wygrał wynik walki ale ustał. W nastepnej rundzie generał ginie, drugi oddział COC glupieje, pozamiatane. Punkty głównie na społowionych bohaterach i paru maszynach. Kiepska gra z mojej strony, sporo interwencji sędziego.


Ja x Pieter 1:19
Moje 4 kości dispela contra VC na 3 wampirach i nekromancie - nie ma co komentować. Co ubiłam to wstawało, wyjątkowym przegięciem było wskrzeszanie championa ghuli w pierwszej kolejności i rzucanie pojedynku Carniemu przez 3 rundy. Pewnie bym coś ugrała, gdyby BSB nie zszedł od wycia banshee w odpowiedzi na szarżę. Dodatkowo kiepskie rzuty liderki, stegadon uciekł z walki w ostatniej chwili - stubborn 6 na 3 kościach...


Krótko mówiąc, 14 miejsce. Kiepściutko, pewnie nie gorzej ugrałabym Bretką.


sobota, 24 kwietnia 2010

Coś pomalowanego!

Wykorzystując chorobowe udało mi się nawet coś zmalować! tłem jest oczywiście biała szmatka, więc kolory są mocno rozjechane.

Stegadon - Sama bestia skończona, engine i załoga wkrótce, podstawki będę robić wszystkie razem:


Carni WIP:

czwartek, 22 kwietnia 2010

Cisza w eterze

Święta + choroba + pad kompa = jak na razie najniższa liczba postów w tym miesiącu. Zresztą niewiele się działo na polu modelarskim, a zdecydowałam jednak nie wklejać zdjęć z ogródka... na razie przynajmniej.

Szybki raporcik z postępów:
Terenowo - powstał sfinks do stołu pustynnego, w planach zarośla bo chłopakom brakuje lasów. Na kolumnadę ciągle brakuje tubek, chyba muszę wymyślić coś innego.
Rozpoczęte prace nad stołami dzunglastymi - pierwszy moduł wypiaskowany.

Figurkowo - W końcu zdecydowałam, że skoro i tak większośc ważniejszych bitew gram Lizakami, pasowało by je pomalować. Trwają prace nad przemalowaniem starego, 5-ed Stegadona, nowy z Enginem posklejany i posprejowany, Carni też.

Strategicznie - Lizaki jednak wymiatają.Ostatnio lord na Carnim zjadł w pierwszej rundzie dużego demona Khorna.  Żałuję, że Bretka nie ma takiego kopa. Chyba jednak zaczyna we mnie przeważać opcja gracza turniejowego nad hobbystyką/fluffem.

Filmowo - Obejrzałam 4 serie Dr Who. Polecam każdemu. Zaczęłam też oglądać offshoty z tego uniwersum - Torchwood. Nie polecam wszystkim, w sumie pierwsze odcinki fajne, ale potem za dużo ideologii a za mało akcji. Obejrzałam jeden odcinek "Przygód Sarah Jones". Kino zamknięte z powodu żałoby, mam nadzieję, że "Starcie Tytanów" już puszczą w tym tygodniu.

Literacko - Leży kilka pozycji na półce, ale po kilku stronach przegrywają ze świeżym powietrzem. Nie, ze kiepskie, ale ie wytrzymują konkurencji.

Smokowo - 91 smoków, 5 projektów. Pisanie historii Doliny odłożone na czas nieokreślony.Najładniejsze egzemplarze jak na razie:


Adopt one today!     Adopt one today!     Adopt one today!     Adopt one today!     Adopt one today!     Adopt one today!


poniedziałek, 29 marca 2010

Dr Who

iedzę w domu uziemiona i znalazłam nowe hobby - oglądam brytyjski serial fantastyczny "Dr Who". Jest to tasiemiec prawie mogący się równać z "Dynastią" czy inną "Moda na sukces". Pierwsza wersja leciała przez prawie 30 lat aż do roku 1989! W 2000 roku wystartowała nowa wersja, do tej chwili licząca 4 sezony po 9-12 odcinków.


Jest to film o przygodach kosmity podróżującego w czasie i przestrzeni za pomocą statku kosmicznego o nazwie TARDIS - Time and Relative Dimensions in Space, który z zewnątrz wygląda jak  angielska budka telefoniczna. Gdziekolwiek Doktor się nie zatrzyma, zmuszony jest ratować świat przed zagładą, atakami istot pozaziemskich lub efektami nieprzemyślanych eksperymentów. Serial ten nie ma jakiegoś konkretnego stylu, w zależności od scenariusza epizody balansują między detektywistycznymi zagadkami, Horrorami, filmami akcji w stylu Bonda czy Robocopa, typową space operą a komedią. Główny Bohater (celowo dużą literą) oprócz swojego zadziwiającego statku ma też umysł Einsteina, sprawność Schwartzenegera, urok Jamesa Bonda, pomysłowość McGuyvera i soniczny śrubokręt. Oczywiście wszystkie te jego cechy podziwia towarzysząca mu piękna kobieta. W zależności od kobiety i odcinka, należy ją uratować lub to właśnie ona ratuje tyłek Doktorka.

Jeżeli się do tej chwili jeszcze nie śmiejecie, to nie polecam tego filmu. W żaden sposób nie jest on "dobry" czy wyjątkowy. No, pomijając okres nadawania. Za to jest zabawny i relaksujący, I dokładnie w stylu który lubię. Efekty specjalne są dość proste, ale oddają sens tego co pokazują, nie przesłaniając samej fabuły. Sama fabuła miejscami jest postrzępiona i w wielu miejscach nielogiczna czy zaprzeczająca poprzednim odcinkom, ale również w wielu miejscach doskonale zazębiająca się z nimi. W moim mniemaniu warto ten film obejrzeć dla tych kilku lepszych odcinków, dla puent i cytatów, dla widoków Londynu, i w końcu dla Davida Tennanta, grającego rolę Doktora w jego 10-tym wcieleniu w seriach 2-4.

David Tennant


.

piątek, 26 marca 2010

Wyprawa na pustynię

Oficjalnie koniec prac nad stołami pustynnymi. Pozostało jeszcze trochę makiet z listy, ale już można grać. Zdjęcia jak zwykle do niczego.

Rzut ogólny:


Elementy terenu:
Starożytny szkielet - teren trudny, nie zasłania LOS


Gaj palmowy - las, zasłania LOS z każdego poziomu, widać na 2 cale, teren trudny, daje osłonę -1 przeciw strzelaniu.


Piramida - przeszkadzajka, zasłania LOS, cała podstawka to teren trudny


Zwietrzałe formacje skalne - teren trudny, zasłania LOS z każdego poziomu, widać na 2 cale, daje osłonę -2 przeciw strzelaniu


 Wzgórze i wydmy - wzniesienie, zasłania LOS z poziomu stołu


Oaza -  głębokie jeziorko - teren bardzo trudny (ignorowane przez jednostki aquatic)


Na koniec jeszcze zdjęcia starej makiety ruin, trochę już podniszczonej. Modularne ruiny pozwalające na kilka kombinacji.



.

sobota, 20 marca 2010

Sherlock Holmes

 Cóż, poprzedni wpis okazał się tak długi, że postanowiłam oddzielić je od siebie i podwyższyć statystyki :P
 obraz ze strony Wikipedii

Sherlock Holmes, reż Guy Richie

Zakochałam się :P I to od razu podwójnie. Od zawsze byłam fanką Sherlocka Holmesa, jako dziecko chłonęłam tajemnicę, jako nastolatka fascynowałam się ogromną wiedzą i erudycją detektywa, kiedy dorosłam doceniłam dowcip i niuanse stosunków pomiędzy bohaterami. Kiedy byłam mała, w telewizji leciał serial zatytułowany jakoś w rodzaju "Chłopcy z Baker's Street". Promował on obraz zblazowanego angielskiego gentlemana w płaszczyku w kratkę, koniecznie z pelerynką, kaszkiecie i z nieodłączną fajką, oraz jego podtatusiałego i przygłupiego kompana.

Film Ritchiego znacznie odbiega od takiego wzorca. Londyn przełomu wieków jest szary i brudny, przesycony atmosferą rozwijającego się przemysłu i potęgi techniki. Bohaterowie w równym stopniu polegają na broni palnej jak i swoich umiejętnościach sztuk walki, a po potyczce na powrót nakładają nienagannie wyprasowane palto i strzepują pył z cylindra. W tym otoczeniu nauka i potęga dedukcji ścierają się z czarną magią, wiarą i psychologią tłumu tworząc wizerunek iście steampunkowy. A brzmienie angielskiego akcentu to muzyka dla moich uszu :P

Tak jak w oryginale Conan-Doyle'a, Sherlock jest postacią główną, ale tutaj Watson nie jest ozdobą, lecz jego równorzędnym partnerem, w wielu aspektach dorównującym, lub nawet przewyższającym słynnego detektywa. Sama postać detektywa nie jest kopią, odwzorowaniem oryginalnego bohatera opowieści. Przeniesiony na ekran, nabiera wielu cech Jamesa Bonda, stając się bliższy współczesnemu odbiorcy. Zerwanie ze stereotypem zimnego i prawie bezosobowego angielskiego dżentelmena uwypukla wiele z jego wad - niefrasobliwość, niewrażliwość/pogardę dla uczuć innych, zakorzenione "kawalerskie" nawyki takie jak bałaganiarstwo, pijaństwo i gwałtowność, nie przesłaniają jednak typowej dla niego przenikliwości, dedukcji i inteligencji. Jednocześnie jednak czyni go bliższym odbiorcy, akceptowalnym i interesującym.

Postać Watsona jest tutaj idealną przeciwwagą dla poczynań detektywa. Podczas gdy Sherlock jest (zbyt)bezpośredni, brakuje mu wyczucia sytuacji i chwilami jest zwyczajnie gburowaty, Watson prezentuje nienaganne maniery. Gdzie Holmes jest niefrasobliwy i nieostrożny, doktor go asekuruje. Jako weteran wojenny jest on mistrzem walk, jego obecność pozwala Holmesowi skupić się na "pracy umysłowej" podczas gdy doktor rozprawia się z nasłanymi zbójami. Erudycją dorównuje on Sherlockowi, wielokrotnie naprowadzając go na odpowiedni trop, ale bezsprzecznie wierzy w inteligencję swojego partnera który gra pierwsze skrzypce.

Stosunki między oboma głównymi bohaterami są jednak znacznie bardziej skomplikowane. Historia rozgrywa się w momencie gdy Watson postanawia zmienić swój dotychczasowy tryb życia w związku z zaręczynami. Planuje on wyprowadzić się ze wspólnego mieszkania i ustatkować się, a zatem zrezygnować ze wspólnych niebezpiecznych wypraw. Natomiast Sherlock, czy to z potrzeby posiadania świadka swoich niezwykłych dokonań, czy też partnera do dyskusji, czy w końcu obrońcy wciąż go wplątuje w swoje niebezpieczne przygody, które niekiedy kończą się w areszcie. Przyjaźń obu mężczyzn wystawiona jest na ciężką próbę, niemniej jednak pod frakami kryją się w sumie wielkoduszne serca. Sytuacji nie ułatwiają kobiety - Maria, narzeczona Watsona, zostaje przez niego głęboko urażona na pierwszym spotkaniu, natomiast doktor nie ufa byłej kochance Sherlocka, włamywaczce Irenie Adler.

Koniec końców, zagadka zostaje rozwiązana, plany nikczemników udaremnione a Holmes w scenie finałowej może wykazać się swoimi talentami pokazując widzowi krok po kroku jak doszedł do swoich wniosków, a Wielki Zły zostaje ukarany. No, prawie, bo w cieniu wciąż pojawia się nemezis Sherlocka, nieuchwytny Profesor Moriarty.
Ogólna ocena - 10! Rzadko kiedy mam ochotę obejrzeć film ponownie od razu następnego dnia!

.